Alan Pakosz - Zawodowy Rozweselacz

Jako mały chłopiec chciał zostać magikiem. Skończył jako komik i mówi, że całkiem dobrze się w tej roli czuje. Krakowianin z pochodzenia, umie śmiać się z siebie i rozśmiesza innych. Tak skutecznie, że sale na występach jego kabaretu pękają w szwach. Nazywa się Alan Pakosz i występuje w kabarecie PUK (nazwa nie do końca wyjaśniona, ale artyści sugerują, że można ją tłumaczyć jako Prawdziwie Uroczy Kabaret) .

Alan Pakosz urodził się 2 lutego 1983 w Krakowie. Mówi o sobie, że jest krakusem od urodzenia, dodając z uśmiechem, że złośliwi mogliby powiedzieć, że jednak nie jest, bo całą młodość spędził na nowohuckich osiedlach. – A wiadomo, że Nowa Huta nie zawsze traktowana jest jako Kraków – żartuje. Jest młody, zabawny, szarmancki i kreatywny. Na scenie czuje się jak ryba w wodzie. Kiedy pojawia się przed publicznością, prędzej czy później, nawet największy ponurak, uśmiechnie się, obserwując jego poczynania.

 PRAWIE TOWAROZNAWCA

 Po szkole średniej próbował dostać się do szkoły teatralnej, ale niestety lub na szczęście, nie udało mu się to. – Dość dziwnym trafem wylądowałem na Akademii Ekonomicznej na kierunku towaroznawstwo i nawet udało mi się skończyć te studia. Najśmieszniejsze jest też to, że mało zabrakło, bym kontynuował karierę naukową na uczelni – przyznaje młody mężczyzna. Od kilku lat Alan współpracuje z Teatrem KTO, jest też założycielem i menedżerem wspomnianego Kabaretu PUK, a także Grupy Improwizacji Kabaretowej Ad-hoc. Kabaret PUK obserwuje w swoich skeczach życie studenckie, życie codzienne, czasami polityczne, a także śledzi historię. Oglądając występy artystów, można pośmiać się także z techniki w naszym życiu oraz z przewrażliwionych kibiców piłkarskich. W ciągu 3 lat działalności PUK zrealizował trzy autorskie programy, za które zdobył wiele nagród na festiwalach w całej Polsce m.in. dwukrotnie był finalistą PAKI, na których zdobywał wyróżnienia i nagrody publiczności. Alan odpoczywa, kiedy tylko może, a kiedy nie odpoczywa, wymyśla kolejne skecze. Jak sam mówi, pomysły na skecze biorą się z życia, z tego wszystkiego, co nas otacza. Wszędzie można znaleźć dobry pomysł na numer. Tylko trzeba umieć spojrzeć na pewne codzienne sprawy od innej strony. Prawda jest taka, że trudno dziś trafić na kabarety, których programy byłyby pełne celnych ripost i dowcipnych rozwiązań scenicznych. Coraz częściej śmiejemy się, a po chwili zastanawiamy, czy rzeczywiście dziś bawi nas już tylko to, co znane, powtarzane i płytkie? Kabaret PUK stara się swoją kilkuletnią twórczością udowodnić, że tak nie musi być. Spotkania z Alanem i spółką to wieczory humoru lekkiego, a jednocześnie z pazurem, zabawnego, ale dającego do myślenia. To też wieczory, w których publiczność uczestniczy czynnie. Ma wpływ na rodzaj skeczy, miejsce ich akcji, wybiera bohaterów. Taki interaktywny kabaret bardzo się w Krakowie podoba.

ZAWODOWY ROZWESELACZ

 Jak pracuje Alan? Jeden z nowszych projektów kabaretu PUK to zabawa z przeszłością i przyszłością. Podczas godzinnego przedstawienia czas wyrywa się ze swoich ram, przyspiesza, spowalnia, a nawet zawraca. Podczas programu można się na przykład dowiedzieć, jak zrobić dobre wrażenie na przyszłym teściu (a to wcale nie jest takie łatwe, zwłaszcza że ów teść przyłapał nas wcześniej w dość dwuznacznej sytuacji ze swoją córką), dlaczego policja dopiero teraz ściga Tatara podejrzanego o morderstwo krakowskiego hejnalisty popełnione kilkaset lat temu, jak będą z nami rozmawiać nasze wnuki, a także jak zmieniają się mentalnie mężczyźni… w czasie… A raczej, jak się nie zmieniają… W życiu codziennym poczucia humoru Alanowi również nie brakuje. Ale czasami rolę komika odkłada na bok i ma ochotę przestać być „zawodowym rozweselaczem”. – Ludzie często myślą, że jak ktoś zajmuje się zawodowo rozśmieszaniem ludzi, to na co dzień cały czas żartuje i próbuje być zabawny. Często po spektaklach ludzie mówią „rozbaw mnie”, a tak to nie działa. Naturalnie że lubię się śmiać! Staram się robić to jak najczęściej, ale kabareciarze też mają gorsze dni, podczas których ostatnią rzeczą, o jakiej się myśli, jest wymyślanie żartów i bawienie ludzi – wyjaśnia Alan. Uważa, że Polacy umieją się śmiać. I, co więcej, umieją się śmiać sami z siebie, a to już ogromny atut i bardzo zdrowy objaw. Zaznacza jednak, że nie ma uniwersalnego przepisu na rozbawienie kompletu publiczności, bo ilu widzów, tyle różnych typów poczucia humoru. – Jeśli zaś chodzi o to, z kogo się najczęściej śmiejemy, to zdecydowanie będą to politycy, policjanci, dresiarze, starsze osoby spod znaku „moherowego beretu”, no i do tego stereotypy dotyczące nas – Polaków, kobiet, mężczyzn i właściwie wszystkiego, co nas otacza – zauważa młody aktor. Jego samego bawią dobre żarty – przewrotne, zaskakujące. – Dobrze, jakby miały drugie dno, tak żeby widz musiał chwilę pomyśleć, zanim złapie, o co chodziło aktorom na scenie – podkreśla Alan.

Z WANNĄ NA PLANTACH

 Pierwsze zarobione pieniądze wydał jeszcze jako młody chłopiec na… gumy turbo. – Wcześnie zaczynałem robić interesy – uśmiecha się. Wcześnie też zaczął rozśmieszać ludzi. Jeszcze cztery lata temu tworzył kabaret Burunduk (tutaj nazwa była wyjaśniona – chodziło o amerykańską, małą, rudą wiewiórkę). Poprzedni zespół zasłynął kilkoma ciekawymi happeningami na Rynku i Plantach, m.in. czytaniem książek w fotelach ustawionych pod pomnikiem Mickiewicza i wędrówką przez Planty z wanną pod ręką, połączoną z recytacją wierszy i prozy w wybranych punktach centrum. Od tamtego czasu sporo się w jego zawodowym życiu zmieniło. Dziś na występy jego kabaretu przychodzą masy widzów, często kilka razy pod rząd, bo jak już ktoś raz pojawi się na improwizacjach PUK-a, będzie na nie wracał, kiedy tylko nadarzy się okazja. – W mojej pracy najbardziej lubię ciągłą adrenalinę. Co jeszcze wzbudza moją sympatię? Lubię inteligentne kabarety, jak na przykład kabaret Hrabi i muszę się przyznać, że mam ogromną słabość do serialu „Friends”. Mógłbym oglądać go na okrągło i ciągle bawią mnie inne rzeczy… Złośliwy mógłby dodać, że po prostu niektórych nie zrozumiałem podczas poprzedniego oglądania – żartuje Alan. – Nie potrafię sobie wyobrazić swojego życia bez sceny, więc chyba będę się tym już zajmował na dobre – wyznaje szczerze. – Staram się łączyć pracę w teatrze z kabaretem i póki co to mi się udaje. Nie chciałbym rezygnować ani z jednego, ani z drugiego. Teatr i kabaret operują innymi środkami ekspresji, innym językiem i chciałbym rozwijać się w obu tych kierunkach – podkreśla. Jedną z największych zalet Alana, i chyba jedną z przyczyn jego rosnącej popularności na krakowskich scenach, jest dystans do swojej osoby. – Lubię siebie takiego jakim jestem – wyznaje mężczyzna. – Nie znaczy to, że nie mam wad. Oj, mam ich sporo! Ale jeśli już miałbym pozbyć się jakiejś swojej przywary, to chyba chciałbym być bardziej pracowity. Zdarza mi się czasem stracić cały dzień na różne bzdury, a potem tego żałuję – wzdycha. A co wybrałby, gdyby mógł nauczyć się czegoś w jeden dzień? – Byłoby to przewidywanie przyszłości lub teleportacja – mówi z przekonaniem Alan.

Aneta Zadroga

Wyszukaj szkolenie

Wybrane szkolenia:

wszystkie szkolenia