Kurs na biznes - Miejsce z klimatem
Rafał Ziegler pracował już na Alasce, Islandii i Szkocji. Podróżnik z powołania kilka miesięcy temu postanowił ożywić senną atmosferę miasteczka, w którym mieszka. Postawił na nietypowy sklep z ubraniami – RaspberryBrick.
RaspberryBrick, artystyczny vintage shop lub jeśli ktoś woli nietypowy sklep z używaną odzieżą mieści się na zbiegu dwóch głównych ulic Skawiny, niedużego, spokojnego miasteczka nazywanego przez niektórych „sypialnią” Krakowa. Do białego domu, w którym znajduje się sklep, łatwo trafić dzięki szyldowi. We wnętrzu, w dwóch pomieszczeniach, które kiedyś służyło jako pokoje mieszkalne rodziny, właściciel wyczarował niezwykłe, klimatyczne miejsce, pełne ręcznie robionych przedmiotów, nieużywanych gitar, kowbojskich kapeluszy, starych mebli, którym nadano drugie życie, z fantazyjnie pomalowanymi ścianami i muzyką w tle. Nazwa pierwszego w Małopolsce vintage shopu pochodzi od zlepka nazwisk – Rafała Zieglera i jego przyjaciółki Joanny Malinowskiej, współautorki pomysłu na charakter i wystrój sklepu. Skąd pomysł? Główną inspiracją były miejsca, które Rafał Ziegler odwiedził w trakcie swoich podróży: szkockie vintage shopy Armstrong i Rusty Zip oraz islandzki Sputnik.
– Chcemy, żeby nasz sklep inspirował, pobudzał wyobraźnię, żeby można było się tutaj przebrać, a przez to na chwilę oderwać od rzeczywistości. Pierwszy raz zobaczyłem coś podobnego w Szkocji. Sklepy, które wtedy odwiedziłem, są magicznymi miejscami, do których przychodzą niebanalni ludzie. Sprzedaje się w nich ubrania, które można nazwać zabytkami mody, kilty, niezwykłe kapelusze, cylindry czy stare angielskie płaszcze – opowiada twórca RaspberryBrick.
Historie rodzinne
RaspberryBrick zajmuje dwa pokoje na parterze rodzinnego domu. W jednym z nich dawniej mieścił się gabinet dziadka Rafała Zieglera. Prace związane z urządzaniem wnętrza trwały trzy miesiące, oficjalnie otwarcie odbyło się w październiku.
– Niemal wszystko robiliśmy ręcznie: przerabialiśmy szafy, z gipsu zrobiłem imitację winorośli na ścianę – opowiada Ziegler.
– Znajduje się tu całe mnóstwo rzeczy, które zbierałem, do końca nie wiadomo po co. Kiedy zakładałem sklep, okazało się, że świetnie tu pasują – dodaje. Jedną z nich jest pomalowana na czarno gitara z doczepionym znakiem Mercedesa i żarówką, która służy… jako dodatkowa lampa. Uwagę odwiedzających sklep przykuwa także stary mikroskop.
– Dostałem go w prezencie od mamy – weterynarza, kiedy byłem dzieckiem. Nie jest na sprzedaż. Już postanowiłem, że zostanie podarowany mojemu dziecku – uśmiecha się Rafał Ziegler. Przy urządzaniu wnętrza sklepu kierował się niczym nieograniczoną wyobraźnią. Obił wnętrza starych, drewnianych szaf tkaninami, do wybrakowanych przymocował metalowe okucia, na drzwiach powiesił lustra i stare płyty. Teraz przepastne, otwarte na oścież szafy służą jako miejsce ekspozycji poukładanych według kolorów ubrań. Napisy nad meblami ułatwiają wyszukanie interesujących klientów rzeczy: osobne szafy przeznaczone są dla panów i pań, do jednej z nich trafiły ubrania dla dzieci.
Bez konkurencji
Co można kupić w sklepie? Pomalowane złotą farbą kowbojki, oryginalną skórzaną kurtkę w kolorze butelkowej zieleni, markowe ubrania Burberry, apaszki, ręcznie robioną, unikatową biżuterię wykonaną przez duet artystek „Ciotki Julki”, ale i zwyczajne rzeczy: spodnie, koszulki, sukienki oraz drzewka bonsai, które są drugą pasją Rafała Zieglera. Część ubrań pochodzi z szafy właścicieli, część od znajomych lub od osób, które przekazały część garderoby w komis.
– Szukamy alternatywnych źródeł zaopatrzenia. Czasami ludzie przynoszą nam ubrania w komis, próbujemy nawiązać współpracę z teatrami. Jesteśmy rekwizytornią dla amatorskiego teatru Maska. Skawina jest bogata w sklepy z używaną odzieżą, gdzie można kupić wszystko od kurtki po spodni. Nie próbuję podążać tym tropem, bo nie miałbym szans z dużymi sieciówkami – mówi Rafał Ziegler. Jego drugą pasją jest sztuka bonsai. Studiuje na wydziale ogrodnictwa Uniwersytetu Rolniczego, gdzie pisze pracę inżynierską z bonsai. Niemal nieustannie podróżuje. Był na Alasce, w Islandii, Szkocji. Podróże do miejsc marzeń rozpoczął dzięki studenckiemu programowi Work&Travel.
– Robimy dokładny wywiad, sprawdzamy, gdzie i u kogo będziemy pracować. Dzięki temu unikamy rozczarowań. Pracowałem już chyba we wszystkich zawodach – żartuje Rafał Ziegler. Najciekawsze zajęcie? Był drugim mechanikiem w najlepszym w Europie Środkowowschodniej warsztacie motocykli KTM Marka Kujałowicza, autorytetu dla użytkowników, konstruktorów i sportowców jeżdżących na tego typu maszynach. Pracował jako kelner, ogrodnik, kucharz w otwartej kuchni. Na Alasce naprawiał maszyny przemysłowe warte 3 mln dolarów. RaspberryBrick to kolejny przystanek i sprawdzian własnych umiejętności. Rafał Ziegler podkreśla, że prowadzenie sklepu ma być realizowaniem wizji i konkretnego planu. Pieniądze są na drugim miejscu. Pierwsza zasada to muzyka. Odwiedzający sklep nie spotkają tu ciszy. Druga to zapach.
– Najważniejsza jest atmosfera, chcemy, żeby było tu kameralnie. Nie lubię zapachu szmateksów, dlatego starannie dobierałem zapachy do RaspberryBrick. Nie chciałem, żeby pachniało tu szyszkowym lasem. Nie ma pań, które podążają za klientem i śledzą każdy jego krok. Staramy się istnieć w Internecie – wyjaśnia Rafał Ziegler. RaspberryBrick, choć jest młodą inicjatywą, ma już spore grono fanów. Ubrania kupują tu znajomi właścicieli, mieszkańcy Krakowa i Skawiny. Właścicielom nie zależy na masowym kliencie.
– Ludzie, którzy sami nas znajdą, są najcudowniejsi. Wbrew pozorom nie są to młode osoby. Przychodzą dorośli, którzy chcą na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Kiedyś przyjechał chłopak z Bielska. Mamy wielu gości, choć zima nie zachęca do podróży – podkreśla Ziegler. Co stanie się z sklepem, kiedy właściciel wyjedzie w kolejną podróż? RaspberryBrick na pewno będzie działać dalej.
Joanna Jałowiec