MATEUSZ JANICKI - Jedno życie, wiele ról

Aktor teatralny i filmowy, instruktor narciarstwa, nauczyciel, capoeirista, student stosunków międzynarodowych interesujący się polityką. Choć największą miłością Mateusza Janickiego jest teatr, nie ogranicza swojej aktywności do jednej sceny.

Do szkoły teatralnej dostał się za pierwszym razem. Zdecydował o takim, a nie innym wyborze uczelni pod wpływem opowieści kolegi – Wojtka Leonowicza – aktora teatru Bagatela, z którym spędzał wakacje na obozie żeglarskim. We wrześniu przyszedł do swojej nauczycielki, znanej krakowskiej aktorki Doroty Zięciowskiej, która pomagała różnym osobom w przygotowaniach do egzaminu.

– Spotkałem się z nią kilka razy na korepetycjach, po czym pochłonęły mnie przygotowania do egzaminów ze stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Niestety nie dostałem się, bo nie rozwiązywałem dobrze testów. Zawsze wolałem uczyć się historii „przyczynowo-skutkowo”, a nie historii przeładowanej datami i liczbami – wspomina Mateusz.

– Na testach nikt nie pytał się, dlaczego coś się dzieje, tylko w jakim dniu podpisano dany traktat. Miałem z tym problem bo byłem leniem i na dwa miesiące przed maturą stwierdziłem, że może jednak szkoła teatralna… Na egzaminie nie czułem presji, nie zdążyłem się zestresować i chyba dlatego się udało – uśmiecha się.

Debiut u mistrza

Mateusz Janicki podkreśla, że każdy z wykładowców czegoś go nauczył. Bogdan Hussakowski prowadził bardzo interesujące zajęcia łączące reżyserię i aktorstwo. Krystian Lupa pokazał, że na teatr warto spojrzeć przez osobiste doświadczenie. Jerzy Stuhr okazał się nauczycielem skoncentrowanym na konkretnej pracy i kopalnią anegdot.

– Jego zajęcia były fenomenalne, zjeździł pół świata, na zajęciach dzielił się ze studentami swoim doświadczeniem. Pokazywał również, jak pracować z kamerą, jak dużo można zagrać mimiką twarzy – wspomina Mateusz Janicki. Po studiach w krakowskiej PWST debiutuje u Krystiana Lupy w „Mistrzu i Małgorzacie” w Starym Teatrze.

– To była malutka rólka, ale fantastyczne doświadczenie – opowiada. Na koncie ma udział w kilku filmach m.in. kinowym hicie duetu Konecki&Saramonowicz „Lejdis”. Wciela się tam w rolę młodego ucznia zafascynowanego swoją nauczycielką graną przez Edytę Olszówkę. Potem ze słynnym reżyserskim duetem spotyka się na planie jeszcze raz, przy kręceniu komedii „Idealny facet dla mojej dziewczyny”.

– Aktorstwo to zawód, który pozwala całe życie się bawić, a film i teatr są fantastyczną przygodą. Przebieramy się za żołnierzy, lekarzy, bohaterów, policjantów. Film daje możliwość spotykania ciekawych ludzi, odwiedzania różnych miejsc. Teatr to z kolei żywa materia, dająca okazję do osobistego spotkania z widzem – uważa aktor. Od czterech lat związany jest z teatrem Łaźnia Nowa. Z wystawianymi tam spektaklami zjeździł całą Polskę, był w Singapurze, wkrótce jedzie do Lwowa. Doświadczenie nauczyło go, że czasem role dostaje się przez przypadek.

– Tak było z moją rolą w „Księdzu Marku” w reżyserii Michała Zadary. Zaprosił mnie na scenę, po tym kiedy wpadliśmy na siebie w drzwiach – uśmiecha się Janicki.

Serial? Zależy jaki?

Każdy aktor staje przed trudnym wyborem, bo grając tylko w teatrze, trudno się utrzymać.

– Jest kilka, w których dobrze się zarabia, w pozostałych nie jest to proste. Z drugiej strony można prowadzić imprezy, eventy i podejmować się innych tego rodzaju prac. Wszystkim marzy się praca w teatrze i w filmie. Ja wybrałem ryzykowną drogę bycia wolnym strzelcem. Nie jestem zaangażowany w żadnym teatrze. Bałem się, że stała praca w jednym miejscu ograniczałaby mnie – wyjaśnia Mateusz. Pracuje od spektaklu do spektaklu. Ostatnio najwięcej w Łaźni Nowej. Nie kusi go showbiznes, rubryki towarzyskie i gra w telenowelach, choć podkreśla, że jest to indywidualny wybór każdego aktora. Pracował w realizowanym we Wrocławiu serialu „Pierwsza miłość”, zagrał w pierwszych 60 odcinkach.

– Potem musiałem zrezygnować. Granie w serialu jest bardzo czasochłonne. Za bardzo lubię jeździć na nartach, żeby całą zimę pracować w studiu – żartuje Mateusz. Są natomiast produkcje, w których chętnie wziąłby udział, takie jak „Ekipa” czy „Pitbull” czyli zrealizowane z rozmachem i świetnie zagrane. Niedawno był na wstępnych castingach do serialu o TOPR- owcach. Dlaczego?

– Bo bardzo odpowiada mi koncepcja grania w serialu o ratownikach górskich. Uwielbiam góry i zainteresował mnie ten pomysł – wyjaśnia.

Pan od teatru

Naszą rozmowę przerywa grupka młodych roześmianych ludzi, którzy podbiegają do stolika, przy którym siedzimy.

– Możemy prosić o autograf? Jak miło pana spotkać! – przekrzykują się. Szybko okazuje się, że to nie prośba o pamiątkowy podpis, a żart uczniów Mateusza Janickiego, którym przekazuje wiedzę na warsztatach firmowanych przez Dorotę Zięciowską.

– Kiedyś pani Dorota pomagała mi w przygotowaniach do egzaminu, dziś pomagam jej prowadzić warsztaty dla młodych osób, które chcą zdawać do szkoły teatralnej – wyjaśnia Mateusz.

– Nie pracuję z ludźmi, którzy na pewno będą aktorami. To często bardzo zdolna, bardzo ciekawa młodzież, z pasją. Niestety weryfikuje ich ten nieszczęsny egzamin. Nie bez powodu studentów I roku szkół teatralnych nazywa się fuksami i faktycznie o tym, czy ktoś dostanie się na uczelnię czy nie, decyduje czasami łut szczęścia – mówi Mateusz Janicki. Podkreśla, że uwielbia pracować z młodymi ludźmi.

– Dają mi mnóstwo energii, którą wykorzystuję później w mojej pracy. Uczy ich wyrażania intencji, różnej interpretacji tego samego tekstu. Pracują na tekstach z „Pana Tadeusza”. Na przykład fragment o romantycznym spotkaniu Telimeny, Tadeusza i wszędobylskich mrówkach muszą opowiedzieć na różne sposoby: jak polityk na wiecu, jak ktoś bardzo smutny, jak dziennikarz relacjonujący wydarzenia.

– Nawet jeśli nie wszystkie te osoby w przyszłości będą związane z teatrem, mam nadzieję, że to, co im przekazujemy, uczy ich wrażliwości, daje pewność siebie, a w dorosłym życiu wiedza wyniesiona z warsztatów przydać się może na przykład, gdy będą musieli wystąpić na konferencji czy przed większą publicznością. Widzę to na swoim przykładzie. Studiuję stosunki międzynarodowe w Wyższej Szkole im. Ks. Józefa Tischnera. Kiedy mam do wyboru egzamin ustny lub pisemny, to jedna z niewielu osób w grupie wybieram ten pierwszy. Powód? Szkoła teatralna daje pewność siebie w konfrontacji ze słuchaczem, uczy jak umiejętnie posługiwać się aparatem mowy – opowiada Mateusz.

Instruktor

Od 1991 roku jest członkiem klubu narciarskiego Yeti.

– Z uczestnika obozów stałem się instruktorem. Nie pracuję dużo w ten sposób, uczę dzieciaki, które znam i które lubię. Klub jest specyficzny, bo zapisy odbywają się zazwyczaj z polecenia. Są zasady, których trzeba przestrzegać – wyjaśnia Mateusz. Od dwóch lat ćwiczy capoeirę. Najtrudniejsza rola?

– Nie miałem jeszcze roli, która byłaby tak skomplikowana, że bałem się, że nie podołam. Każda rola wymaga wysiłku. Bardzo ciekawym doświadczeniem była współpraca ze studentami filmówki na Uniwersytecie Śląskim. Było to bardzo ciekawe doświadczenie, bo w krótkim czasie pracowaliśmy z różnymi reżyserami – mówi Mateusz. Twierdzi, że nie umie opowiadać dowcipów ani grać komediowo. – Natomiast okazuje się, że sceny z moim udziałem bywają śmieszne – dodaje.

– Mam wrażenie, ze najtrudniej gra się z pozoru normalne sceny, zwyczajne rozmowy dwojga ludzi. Każdy aktor ma jednak swoje osobiste doświadczenie. Cały czas się uczę, bo każde spotkanie z reżyserem, każda rola daje mi coś nowego – podkreśla. Największy sukces w zawodzie aktora? Mateusz mówi, że jeszcze go nie osiągnął. Ma kilka marzeń związanych z teatrem.

– Są ludzie, których chętnie chciałbym spotkać na swojej drodze. Byłbym bardzo szczęśliwy, gdybym mógł zagrać u Krystiana Lupy, bardzo cenię teatr Krzysztofa Warlikowskiego – wymienia.

Aktor na studiach

Mateusz Janicki niedługo będzie miał w kieszeni drugi dyplom. Studiuje podyplomowo stosunki międzynarodowe. A wszystko przez zainteresowanie polityką.

– Polityka fascynuje mnie tak, jak niektórych piłka nożna. Już jako dziecko uwielbiałem oglądać wiadomości. Pamiętam plakat „W samo południe”, pierwsze wolne wybory, miałem wtedy siedem lat. Poprzez studia rozwijam swoje zainteresowania – mówi Mateusz. Nie wyklucza, że kiedyś pójdzie w tym kierunku również na płaszczyźnie zawodowej. W ubiegłym roku przez 1,5 miesiąca pracował w biurze poselskim Bogusława Sonika w Brukseli.

Joanna Jałowiec

Wyszukaj szkolenie

Wybrane szkolenia:

wszystkie szkolenia