Kurs na biznes - Najlepsze koło na świecie
Krzysztof Cudzich po ponad dwudziestu latach pracy w Tatrzańskim Parku Narodowym porzucił górskie widoki dla jednośladów. Razem ze Zbigniewem Dąbrowskim, autorem prototypu nowatorskiej przyczepki rowerowej, stworzyli produkt, który sprzedawany jest dziś w najodleglejsze zakątki świata.
Krzysztof Cudzich rowerami zainteresował się przez przypadek. Przez całe życie pracował w Tatrzańskim Parku Narodowym, przez ostatnie dwadzieścia lat mieszkał w leśniczów- ce w pobliżu Morskiego Oka, na wysokości 1200 metrów nad poziomem morza. Z okna mógł obserwować dolinę Białej Wody i tonący w chmurach Gerlach. Góry zainspirowały go do założenia własnego biznesu. Otworzył studio filmowe specjalizujące się w filmach przyrodniczych, które sprzedawał różnym telewizjom.
– Jeden z moich operatorów kamery robił odcinek do programu „Niezła jazda” Marcina Hyły. Pojechał nakręcić materiał o człowieku, który wymyślił przyczepkę dla rowerów, jakiej jeszcze nikt na świecie nie wynalazł. Zainteresowało mnie to – opowiada Krzysztof Cudzich. – Spotkaliśmy się ze Zbyszkiem Dąbrowskim, który stworzył prototyp Extrawheela. I tak się to zaczęło. A skończyło tym, że po 25 latach zrezygnowałem z pracy w TPN. Nie pracuję i zajmuję się już tylko i wyłącznie Extrawheelem.
Genialna prostota
Firma Extrawheel istnieje ponad trzy lata. Zakład produkcji znajduje się w Nowym Targu. Początki nie były łatwe. Choć projekt jednokołowej przyczepki rowerowej był rewelacyjny, okazało się, że trzeba włożyć sporo pracy w materiały i poprawić np. jakość blachy na widelcach.
– W trakcie produkcji przekonaliśmy się, że pomimo zmian i ciągłej pracy nad jakością są takie elementy, których już się bardziej poprawić nie da np. siatki, które nie wytrzymują obciążeń jazdy przez dżungle czy pustynie, bo do takich wypraw używane są przede wszystkim nasze przyczepki. W efekcie wymyśliliśmy całkiem nowy model o nazwie Voyager – uśmiecha się szef Extrawheela. Obie przyczepki zostały okrzyknięte przez pisma branżowe za numer 1 na świecie. Co wyróżnia je wśród innych, podobnych urządzeń? Tradycyjne przyczepki mają małe kółka, które zahaczają o podłoże, Extrawheel pojedzie dokładnie tam, gdzie rower, dzięki czemu sprawdza się w najbardziej trudnych warunkach. Najlepszym sprawdzianem Extrawheela są jednak ekstremalne wyprawy. Na stronie firmy można zobaczyć relacje z kilku niezwykłych wypraw. Dzięki Extrawheel Jakub Postrzygacz jako pierwszy na świecie przemierzył na rowerze Canning Stock Route – liczący dwa tysiące kilometrów szlak przez pustynie zachodniej Australii. Za to osiągnięcie otrzymał nagrodę „Kolosa” za Wyczyn Roku.
Człowiek od zadań specjalnych
Krzysztof Cudzich podkreśla, że lubi wyzwania. Szczególnie takie, których nikt inny nikt nie chce podjąć. Kiedy w 1998 r. zakładał studio filmowe, znajomi nie mogli się nadziwić „przecież ty się na tym nie znasz”.
– Jest we mnie coś takiego, że zawsze łapie się za coś, na czym się kompletnie nie znam – żartuje Cudzich.
– Nie umiałem nurkować, bo bałem się pływać, a zostałem prezesem klubu płetwonurkowego. Miałem firmę z branży chemicznej, na której się kompletnie nie znam. Na rowerach też nie jeżdżę, bo mieszkając tyle lat w górach, interesował mnie raczej skuter śnieżny, quad czy narty – wylicza. Kiedy Cudzich zakładał firmę, pamiętał o zasadzie, że inwestowanie w rynkową niszę może albo kompletnie się nie udać, albo przynieść spore profity. Od początku działalności firmy przyczepki Extrwheel zostały sprzedane do 56 krajów na wszystkich kontynentach m.in. Tasmanii, Nowej Zelandii, Brazylii, Chile czy Australii. 95 proc. produkcji trafia za granicę.
– Liczymy na to, że za kilka lat Extrawheel stanie się popularny i ludzie będą z nim jeździć na zakupy – mówi Krzysztof Cudzich. Popularność Extrawheela pokazują statystyki strony internetowej sklepu. Od marca ubiegłego roku odwiedzili ją goście z 156 krajów na świecie. Obecnie strona tłumaczona jest na 11 języków, ale właściciel chciałby, aby obcojęzycznych wersji było jak najwięcej. Przyczepki sprzedają się do najdalszych zakątków świata dzięki dobrej opinii firmy na rowerowych forach internetowych.
– Otrzymujemy bardzo dużo pochwał. Dostajemy tysiące zdjęć i ciekawych filmów przesyłanych od klientów z całego świata. Niemiecka telewizja RTL zrobiła o nas program – mówi Krzysztof Cudzich. Takie zdarzenia są miłe, ale cały czas staramy się dbać o zaufanie i dobry kontakt z klientem. Ludzie z takich krajów jak Etiopia czy Brazylia obawiają się wysłać pieniądze, bo mają wątpliwości, czy ktoś z odległej Polski wyśle im produkt – dodaje.
Koło, które ratuje życie
Właściciel firmy ma w głowie mnóstwo planów na jej rozwój. Trwa przebudowa sklepu internetowego, są pomysły na kolejne patenty. Krzysztof Cudzich chce skorzystać w tym roku z funduszy unijnych.
– Jesteśmy w szczycie zapracowania, pracujemy po kilkanaście godzin dziennie. Czujemy presję czasu, ponieważ zamówień pojawia się coraz więcej – wyjaśnia były leśniczy. Czy nie męczy go tęsknota za górami?
– Mieszkałem w leśniczówce. Rano przy śniadaniu obserwowałem dolinę Białej Wody. Trochę tej tęsknoty zostało, ale Extrawheel jest pewnie ostatnią rzeczą w życiu, która tak mnie zainteresowała – podkreśla. Może trochę z powodu historii, takich jak ta, którą opisał w mailu klient z odległego krańca świata. Jadąc na rowerze z przyczepką po odludnym terenie, wywrócił się, zepsuł zwykłe koło roweru, a sam został ranny. Do najbliższej wioski miał ponad 60 km. Przełożył koło z Extrawheela (jest to możliwe, bo koło przyczepki ma taki sam wymiar jak koło w rowerze – przyp. red.). Wyrzucił bagaż i resztką sił dojechał do wioski. Tam trzy dni doprowadzano go do porządku, a potem jeepem wrócił po bagaże. – Takie historie sprawiają, że jeszcze mocniej wierzymy w to, co robimy – mówi Krzysztof Cudzich. Druga sprawa niezwykle dla niego istotna to ludzie, z którymi współpracuje. – Mamy tak świetny zespół, że życzyłbym podobnego każdej firmie – podkreśla.
Joanna Jałowiec