PIOTR GURGUL - student z AGH podbił Google
Piotr Gurgul, student Akademii Górniczo- Hutniczej, planował spędzić wakacje, tak jak lubi najbardziej, czyli z plecakiem na górskim szlaku. Wypoczynek musi jednak przełożyć na później, bo jako jeden z kilku Europejczyków dostał się na praktyki do głównej siedziby koncernu Google.
Piotr ma 21 lat, studiuje na Wydziale Elektrotechniki, Automatyki, Informatyki i Elektroniki AGH w Krakowie. Od 6 lipca w Mountain View w Kalifornii w amerykańskiej siedzibie Google, światowego potentata w dziedzinie internetu i zarazem firmy znanej z doskonałych warunków stwarzanych pracownikom, spędzi trzy pracowite miesiące. Co w tym niezwykłego? Na praktyki w głównej siedzibie firmy dostaje się zaledwie garstka szczęśliwców, w tym większość z Ameryki. Z Europy na staż jedzie w tym roku tylko kilka osób.
WSZYSTKO PRZEZ BLIŹNIAKI
Choć Piotr Gurgul przejawiał zainteresowanie komputerami od dziecka, nic nie wskazywało, że to informatyka będzie jego mocną stroną. – Nie byłem klasycznym przykładem ścisłego umysłu, zainteresowanego tylko i wyłącznie liczbami – śmieje się Piotr. – Co ciekawe, wstęp bez egzaminów do szkoły średniej uzyskałem dzięki olimpiadzie z języka polskiego. Miałem wszechstronne zainteresowania – dodaje.
Piotr wspomina, że stało się tak po części dzięki... młodszym braciom bliźniakom.
– Kiedy przyszli na świat, tak bardzo zaabsorbowali uwagę rodziców, że jedyne co mi pozostało, to czytać książki. Mieszkaliśmy wtedy w bloku na ósmym piętrze, nie mogłem za bardzo wychodzić sam z domu, stąd jedną z moich rozrywek siłą rzeczy stały się książki. A ponieważ na półkach nie było zbyt wiele bajek do wyboru, sięgałem po poważniejsze lektury – opowiada. Edukację na średnim poziomie zdobył w nazywanym „wylęgarnią talentów” i chwalonym za wysoki poziom kształcenia krakowskim V LO. Wybrał klasę uniwersytecką, bo wśród ogólnych przedmiotów była algorytmika. W drugiej klasie liceum dzięki olimpiadzie informatycznej Piotr uzyskał wolny wstęp na studia.
– Prawdę mówiąc, mało kto zwracał na to uwagę – wspomina Piotr. – Finały odbywały się na plaży w Sopocie, więc bardziej cieszyła nas wtedy miła atmosfera i atrakcje związane z miejscem, w którym odbywał się konkurs – dodaje.
SIEDEM DŁUGICH ROZMÓW
Piotr ma nadzieję, że miłe wspomnienia zachowa również z wyjazdu do USA. Ogromnym plusem praktyk jest uczestnictwo w ciekawych projektach. Praktykant staje się częścią zespołu. Ma prawa pracownicze, ale i obowiązki – tłumaczy. Początkowo planował wyjazd na staż nie do USA, lecz stolicy Australii, gorącego Sydney. Mieści się tam główna siedziba Google Earth, czyli część koncernu odpowiedzialna za udostępnienie milionom internautów największej wirtualnej mapy świata. Los chciał jednak inaczej i Piotrowi zaproponowano staż w Stanach Zjednoczonych. Zanim jednak do tego doszło, przeprowadzono z nim siedem długich telefonicznych rozmów. Szczegóły objęte są tajemnicą. Piotr zdradza jedynie, że konwersacje same w sobie były „arcyciekawym przeżyciem”.
– Google bardzo poważnie podchodzi do tej sprawy. Proszę sobie wyobrazić, że moim rozmówcą był m.in. sam dyrektor Google Earth! – opowiada. Jak to się stało, że na staż wybrano właśnie jego? O szczegółach rekrutacji wiadomo niewiele. Ze skąpych informacji wynika, że dla internetowego giganta liczą się ludzie z pasją.
– Firma podkreśla, że w swoim zespole ma mistrza w układaniu klocków Lego czy poskramiacza węży – mówi Piotr. Wyjazd do USA traktuje jako szansę na zdobycie cennych doświadczeń związanych z pracą informatyka, ale ciekawią go też inne rzeczy.
– Na przykład sam budynek Google. Chciałbym też sprawdzić, czy przywileje pracownicze, o których tyle się słyszy, to nie bajka – dodaje. W siedzibie Google pracownicy mają zapewnione darmowe śniadania, obiady i kolacje w 18 różnych restauracjach, sieć autobusową dowożącą do pracy z miejsc oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów, a nawet fryzjera. – Ludzie, którzy tam byli, mówili, że główna siedziba Google przypomina wielki kampus studencki. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że praktykanci też mają dostęp do bonusów – opowiada Piotr.
DŁUG WDZIĘCZNOŚCI
Kolejny powód do radości to satysfakcja z wykonywanej pracy.
– W Google powstają produkty, z których korzystają na co dzień miliony ludzi. Jeśli praktykant zrobił np. kawałek kalendarza, to potem ma świadomość, że efekty jego pracy trafią do masy osób. To ogromna satysfakcja – podkreśla Piotr. Sam wie już, nad czym będzie pracował w czasie praktyk. W Mountain View zajmie się innowacyjnym telefonem komórkowym.
Kiedy Piotr składał podanie do Google, w rubryce pasje wpisał: góry i rowery. W pierwszej klasie gimnazjum stworzył portal poświęcony Tatrom (www.wirtualne–tatry.pl), który tygodnik „Wprost” nagrodził tytułem Złotej Strony.
– Zacząłem go prowadzić, gdy tylko rodzice kupili modem. Chciałem w ten sposób zaistnieć w internecie. Połączenie z siecią liczyło się wtedy na impulsy, więc wszystko trzeba było robić bardzo szybko – wspomina Piotr. Dziś portal to rozbudowana strona z opisami szlaków, schronisk, bogatą galerią zdjęć i artykułami na temat Tatr. Piotr chodzi po górach od dzieciństwa. W Zakopanem spędzał kiedyś całe wakacje, w czasie studiów starał się wyjeżdżać w góry w weekendy. Miejscem, w które lubi wracać najbardziej jest Dolina Białej Wody. – Mogę chyba powiedzieć, że jestem półceprem, półgóralem – śmieje się Piotr.
Po studiach chciałby zostać w Polsce. – Nie jest tu wcale tak źle. Poza tym Małopolska mi pomogła i chciałbym się odwdzięczyć. Byłem m.in. stypendystą programu Sapere Auso, kiedy miałem jeszcze mało osiągnięć. To bardzo mnie zmotywowało do pracy – podkreśla. Póki co, Piotr zdążył odwdzięczyć się swojej starej szkole. Razem z kolegą zorganizował w V LO semestralny kurs programowania. Program opracowali samodzielnie. – Pamiętamy, co wtedy w liceum czuliśmy, czego nam brakowało, a czego było za dużo. Jestem bardzo zadowolony, że udało nam się przekazać, mamy nadzieję, ciekawą wiedzę. Zaskoczyło nas to, że młodzież wie więcej, niż my, kiedy byliśmy w ich wieku – podsumowuje.
TRZEBA SIĘ ROZWIJAĆ
Jakie plany na przyszłość może mieć młody, zdolny student, przed którym świat stoi otworem? Piotr Gurgul uważa, że na pewne decyzje ma jeszcze czas.
– Nie chciałbym szczegółowo planować swojej przyszłości. Nie chciałbym zamykać się w obrębie jednej dziedziny i ograniczać myślenia. Teraz na przykład zajmuję się czymś, czego bym nie podejrzewał, a są to metody numeryczne. Pociąga mnie praca naukowa, bo stwarza dużo możliwości i w tym kierunku na pewno chciałbym się rozwijać – mówi student. Dodaje: – Jedno jest pewne, informatyka praktyczna to dziedzina, która nieustannie się rozwija. Większość ludzi pracujących jako klepacze kodów, wypala się po 4 latach zawodu i zmienia stanowiska np. na menedżerów. Natomiast w informatyce praktycznej co dwa lata mamy do czynienia z czymś nowym i trzeba za tym nadążać – podkreśla Piotr Gurgul. On sam jest przekonany, że pójdzie w tym kierunku.
Joanna Jałowiec