BORYS LANKOSZ - Reżyser z fantazją
Ma 37 lat i spektakularny debiut na reżyserskim koncie. Jego czarna komedia z elementami kina noir „Rewers” obsypana została nagrodami filmowymi w Polsce i była naszym kandydatem do Oskara. Lankosz – połączenie uporu, inteligencji i wrażliwości zapowiada, że to dopiero początek przygody z filmem fabularnym.
Borys Lankosz w młodości chciał zostać pianistą. Od szóstego roku życia grał na fortepianie, skończył średnią szkołę muzyczną. Niespodziewana miłość do kina pojawiła się, gdy miał 14 lat. Borys Lankosz dokładnie pamięta ten moment. Po upadku komuny w programie drugim TVP wyświetlano chronologicznie wszystkie filmy Romana Polańskiego. W piątkowe wieczory, tydzień po tygodniu nastoletni Borys chłonął świat historii opowiadanych przez znanego reżysera. Dziś wspomina, że odkrycie takiego kina – dla niego, chłopca wychowanego na filmach Spielberga – było przełomowym wydarzeniem. To wtedy Lankosz uświadomił sobie, że sam chciałby tworzyć filmowe historie. „Nigdy nie miałem wątpliwości, że film jest tym, czym chce się zajmować” – podkreśla. Pierwsze etiudy zaczął kręcić na kamerze VHS, muzykę tworzył do nich na maleńkim Casio kolega z ławki Abel Korzeniowski – dziś znany w USA kompozytor.
Scenariusz to sprawa pisarza
Rodzice nie byli zaskoczeni, kiedy złożył papiery na wydział reżyserii do Łódzkiej Szkoły Filmowej. Nie protestowali. Lankosz wspomina, że zawsze dawali mu wolną rękę, wspierali w podejmowanych decyzjach. Został reżyserem, choć – co podkreśla w wielu wywiadach – muzyka ciągle w nim jest. W jakim domu wychował się reżyser „Rewersu”? Ciepłym, otwartym, niezbyt zamożnym, nastawionym na staranne wykształcenie. Mama była psychologiem, ojciec studiował architekturę, dziadek był znanym lekarzem kardiologiem. W krakowskim domu familii Lankoszów zawsze czytało się dużo książek. To dlatego reżyser zdecydował, że nie będzie samodzielnie tworzył scenariuszy do swoich filmów. „Nie piszę scenariuszy, ponieważ umiem odróżnić, co jest dobrą literaturą, a co złą” – tłumaczy swoje zasady. Szkoła Filmowa w Łodzi okazała się wyzwaniem, ale i rozczarowaniem. Wiele młodzieńczych wyobrażeń legło w gruzach, spora część studentów nie wytrzymywała presji rywalizacji. Dla Lankosza szczególnie ważne okazało się spotkanie z Wojciechem Jerzym Hassem, który był wówczas rektorem i opiekunem filmu, przygotowanego przez Lankosza na drugim roku studiów. Na trzecim roku etudiami przyszłych twórców kina miał opiekować się Krzysztof Kieślowski. Zmarł, zanim Lankosz zdążył go poznać, choć bardzo liczył na spotkanie z twórcą „Trzech kolorów”.
Dokument – szkoła życia
Borys Lankosz podkreśla, że nauczył się filmu, robiąc dokumenty. „Dom Pomocy Społecznej im. Św. Brata Alberta Zgromadzenia Braci Albertynów w Ojcowie stoi w samym środku rezerwatu przyrody. Znalazło w nim schronienie kilkudziesięciu mężczyzn. Są upośledzeni umysłowo, chorzy psychicznie, obłąkani, kalecy. Żyją we własnym świecie. Jego granice wyznaczają ściany domu, poza którymi nie ma nic. Jego granice wyznaczają ich niedoskonałe ciała i umysły – niektórzy próbują się z nich wydostać ku innym. Marcin Koszałka (operator – przyp. red.) i Borys Lankosz wkroczyli w ten świat. Powstał film, który porusza do głębi, choć chwilami ogląda się go z największym trudem. Powstał film o człowieczeństwie i rozpaczliwej potrzebie związku z innym człowiekiem” – tak opisuje pierwszy film dokumentalny Lankosza, filmpolski. pl. „Rozwój” ukończony przez reżysera w 2001 r. otrzymał liczne nagrody, w tym Srebrnego Smoka za reżyserię i Nagrodę Specjalną – Brązowego Lajkonika na 42. Krakowskim Festiwalu Filmowym w Krakowie oraz nagrodę Golden Gate w kategorii telewizyjnych filmów dokumentalnych na festiwalu filmowym w San Francisco. Film powstawał trzy lata. Dla Lankosza była to lekcja życia i sztuki reżyserskiej, walka z samym sobą i w pewien sposób etap dojrzewania w dorosłym życiu. Kiedy Borys Lankosz pierwszy raz zobaczył podopiecznych domu pomocy społecznej, wytrzymał w ich towarzystwie 10 minut. „Pierwszy odruch? Wsiąść w samochód i jak najszybciej wrócić do Krakowa” – wspomina w wywiadach. Został dzięki jednemu z podopiecznych DPS-u. „Zacząłem porównywać siebie z nim. Uświadomiłem sobie, że też jestem nieśmiały, obezwładniony, że wszystko jest kwestią skali. Przecież, gdy patrzę nocą w rozgwieżdżone niebo, czuję to samo co on. Coś we mnie wtedy zaskoczyło, zrozumiałem, że muszę się z tym zmierzyć” – mówił Lankosz w wywiadzie dla Gazety Wyborczej. Tak rozpoczął się trzyletni okres realizacji „Rozwoju”. Potem były inne dokumenty, m.in. „Polacy, Polacy” w którym fotograf Krzysztof Gierałtowski opowiada o swojej pracy, „Kurc” – o wiecznym podróżniku, który pewnego dnia wychodzi z domu z paszportem, ma 120 zł i cyfrową kamerą w plecaku oraz „Radegast” o Żydach w łódzkim gettcie.
Trzy kobiety
Rok 2009 był dla Borysa Lankosza przełomowy. Fabularny debiut „Rewers” opowiadający historię trzech kobiet w okresie stalinizmu okazał się sukcesem. Przygotowania do realizacji filmu nie trwały długo. Reżyser podkreśla, że był to raczej impuls niż przygotowywane przez wiele miesięcy filmowe przedsięwzięcie. Zaczęło się od informacji ze studia filmowego „Kadr”. Jego szef Jerzy Kapuścinski zaproponował Lankoszowi wyprodukowanie filmu fabularnego. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Lankosz zwrócił się do pisarza Andrzeja Barta, z którym przyjaźni się od lat, z prośbą o napisanie scenariusza. „Miałem tylko jedno życzenie: żeby był to film o kobietach. To one od zawsze interesowały mnie w kinie” – powtarza reżyser. Andrzej Bart na napisanie scenariusza potrzebował miesiąca. Historia opowiedziana w filmie nawiązuje do postaci, którą stworzył w swojej powieści „Rien ne va plus”, którą napisał ponad 20 lat temu. Praca na planie trwała 28 dni zdjęciowych. „To krótki czas, ale mam poczucie, że całej ekipie w jakiś sposób udało się przenieść na te kilkadziesiąt dni w lata 50.” – wspomina Lankosz. O filmie mówi, że miał obsadę i ekipę marzeń. Świetnych aktorów (Janda, Polony, Buzek) przekonał do udziału w filmie bardzo dobrym scenariuszem. W postać Sabiny – według planu reżysera od początku miała wcielić się Agata Buzek. Z Krystyną Jandą, grającą matkę głównej bohaterki Lankosz szybko znalazł wspólny język. Najtrudniej było przekonać Annę Polony, która niechętnie wciela się w role filmowe. Pomógł upór i szczęście. Lankosz opowiada, że czekał na Polony przy wyjściu dla aktorów pod Starym Teatrem w Krakowie. Na początku nie chciała rozmawiać, ale dała się przekonać, by przeczytać scenariusz. Był 27 grudnia. Borys Lankosz poprosił, by udzieliła odpowiedzi do końca roku. „Zadzwoniła następnego dnia o ósmej rano” – wspomina reżyser.
„Rewers” to dopiero początek
Prace nad montażem trwały niemal do samej premiery „Rewersu”, która odbyła się we wrześniu ub. roku na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni. Film obsypany został nagrodami (m.in. Złote Lwy i nagroda publiczności). W 2010 r. pojawiły się kolejne nagrody – kilka tygodni temu Orzeł (Polska Nagroda Filmowa) w kategorii: odkrycie roku oraz Paszport „Polityki” w kategorii: film za „najlepszy debiut nie tylko ostatniego roku. Za nowe spojrzenie na historię Polski, bez patosu i uproszczonych ocen. Za wyrafinowane poczucie humoru oraz świetną pracę z aktorami”. W czasie pracy nad „Rewersem” reżysera nie ominął kryzys twórczy. W pewnym momencie praca nad montażem stanęła w martwym punkcie.
– Moje doświadczenie dokumentalisty sprawiło, że do montażu przystąpiłem lekko – wydawało mi się, że to będzie bułka z masłem, skoro mam taki materiał… I naraz znalazłem się w ślepym zaułku. To był moment potworny. Wydawało mi się, że zawiodłem wszystkich, którzy żyli w przekonaniu, że powstaje coś wartościowego – opowiadał Lankosz w wywiadach. Okazało się, że nie wszystko, co zapisane zostało w scenariuszu, przenosi się na obraz tak, jak wyobrażał to sobie reżyser. Fabułę trzeba było skrócić, przede wszystkim w fragmentach historii opowiadanej współcześnie, by zostawić, to co najważniejsze. Sądząc po reakcji widzów i krytyków filmowych, ten cel został osiągnięty. W przyszłości Borys Lankosz chciałby zrealizować „Fabrykę muchołapek” – adaptację powieści Andrzeja Barta o Mordechaju Chaimie Rumkowskim, „królu” łódzkiego getta, postaci barwnej i kontrowersyjnej. Od dawna ma przeczucie, że to temat na wielki film. Przepis na sukces? Zdaniem Lankosza składa się z kilku składników: wierność sobie, szczęście, spotkanie właściwej osoby we właściwym czasie.
Joanna Jałowiec