JANEK MELA - Dobro wraca ze zdwojoną siłą

Kim właściwie jest Janek Mela? Dwudziestojednolatek, który dokonał tylu niesamowitych rzeczy, że wydaje się być bohaterem. A z drugiej strony zwyczajny, wrażliwy chłopak, który ma swoje radości i problemy. Jedno jest pewne – pozytywną energią mógłby obdarzyć co najmniej kilku ludzi.

Wiosna, 2004 rok. Życie Jasia Meli przewraca się do góry nogami. Wywiady, ogromne zainteresowanie mediów. Świat obiegają zdjęcia z szczęśliwą twarzą chłopca, który dokonał niezwykłego wyczynu: jako najmłodszy polarnik i pierwsza osoba niepełnosprawna zdobył w jednym roku dwa bieguny. Na wyprawę zabrał go znany podróżnik Marek Kamiński.

– Takich ludzi nie spotyka się przypadkowo – powtarza w wywiadach Janek.

– Jaś po tej wyprawie stał się Janem – mówi potem Kamiński. W dzienniku z wyprawy Jasiek pisze: „O godzinie 16:16 doszliśmy do miejsca, które według GPS jest biegunem północnym. Takie ważne miejsce, a gdybym nie miał GPS, to przeszedłbym dalej i nic ciekawego nie zauważył. Dziwne uczucie. Tyle się męczyliśmy po to, żeby podziwiać małą zaspę, taką, jakich wokół miliony. Jednak biegun północny ma także inną wartość. To szczyt naszej planety i to właśnie tutaj schodzą się wszystkie południki”. Dla Jaśka wyprawa to jedna z najważniejszych lekcji w życiu. „Przekonałem się, że nie ma rzeczy niemożliwych” – powtarza.

Wypadek

Malbork, dwa lata wcześniej. Jasiek razem z kolegą wchodzi do budynku transformatora, by przeczekać deszcz. Razi go prąd o napięciu 15 tysięcy volt. Powinien tego nie przeżyć. Ale dzieje się inaczej. „Byłem w takim szoku, że nie czułem bólu” – wspomina Jasiek. „Kulejąc, doszedłem do domu. Powiedziałem tacie, co się stało i wtedy od razu pojechaliśmy na pogotowie. Po półtora miesiąca stan mojego zdrowia zaczął się pogarszać. Zakażenie zagroziło mojemu życiu, więc lekarze musieli podjąć drastyczne decyzje. Dokonano amputacji”. W szpitalu krzyczy z bólu, nie działa morfina. A to nie jedyne dramatyczne wydarzenia, jakich doświadcza w życiu. Kiedy ma kilka lat, doszczętnie pali się jego rodzinny dom. Kilka miesięcy później na jego oczach topi się młodszy brat Piotruś.

Fundacja

Wyprawa na bieguny na zawsze odmienia życie Jasia. Nabiera wiary w siebie, realizuje marzenia, chce pomagać innym. Pod koniec grudnia ubiegłego roku, tuż przed swoimi dwudziestymi urodzinami Jasiek Mela zakłada Fundację „Poza Horyzonty”. Choć działa niecały rok, już udało się pomóc paru osobom – załatwić pieniądze na zakup protezy, zorganizować charytatywną imprezę sportową i integracyjną wyprawą na Elbrus.

– Na pomysł założenia fundacji wpadłem już kilka lat temu, ale nie chciałem rozpoczynać czegoś, nad czym nie byłbym w stanie zapanować – opowiada Jasiek. – OK, fundacja by była, ale trzeba jakoś działać. Poza tym, nie robiąc jeszcze nic, trzeba mieć księgową, napisać statut, mieć wsparcie prawnika. Jest mnóstwo rzeczy, które mnie absolutnie wtedy przerastały. I faktycznie, dopiero kilka miesięcy temu, założyłem fundację. Udało się dzięki pomocy fantastycznych ludzi – dodaje.

Praca

Żyje na walizkach, zdarza się że trzy noce w tygodniu spędza w pociągu. Kilka razy proszono, by porozmawiał z kimś, kogo dotknęło nieszczęście. Jasiek: Nie mam gotowej recepty na to, jak rozmawiać w trudnych sytuacjach. Słowa „rozumiem cię” nie są najlepsze, bo tak naprawdę można rozumieć kogoś, jeśli znajdujemy się w takiej samej sytuacji, a często i podobne doświadczenia przeżywa się inaczej. W takich momentach najbardziej potrzeba żywego przykładu. Kiedy spotykam się z kimś, kto uległ wypadkowi albo stracił bliską osobę, nie idąc w teorię, opowiadam o swoim życiu. Jak to wyglądało u mnie, jak ja się czułem. Staram się pokazać, że można sobie z tym wszystkim poradzić, ale też, że nie jest to proste. Nie kreuję modelu człowieka silnego i wiecznie uśmiechniętego, tylko starającego się znajdować powody do uśmiechu. I jednocześnie słabego, który próbuje sobie ze słabościami poradzić. Chodzi o to, by je akceptować, a nie udawać, że ich nie ma – podkreśla. Bezpośrednich spotkań z ludźmi, którzy oczekiwali duchowego wsparcia było kilka. Dużo częściej dostaje maile od zagubionych ludzi.

– W żaden sposób nie można zmierzyć, na ile się komuś pomogło – ocenia Janek. Jest coś, z czego jest szczególnie dumny.

– Zadzwonił do mnie chirurg, który prowadził mnie, gdy trzy miesiące leżałem w Gdańsku i powiedział, że niedawno miał pacjentkę. Dziewczynę, która miała bardzo duże problemy rodzinne i próbowała popełnić samobójstwo. Przeżyła, ale miała bardzo poważne obrażenia. Lekarz poprosił, bym z nią porozmawiał. Była to dla mnie bardzo trudna sytuacja. Przy takiej osobie nie mogłem powiedzieć „nie martw się, wiem jak to jest”, bo mnie życie aż tak nie doświadczyło. Po spotkaniu widziałem uśmiech na buzi tej dziewczyny i to jest chyba największa satysfakcja – podkreśla Janek.

Spełnianie marzeń

Janek mówi, że lubi próbować różnych rzeczy w życiu. – Jakiś czas temu kupiłem sobie maszynę do szycia, nie żaden plastik, taką starej daty. Próbuję coś robić, uszyłem zieloną koszulę pomarańczową nitką, poduszki. Może nie wyszło tak, jakbym chciał, ale pracuję nad tym. Kiedyś razem z mamą i babcią uszyliśmy wielkiego pluszowego żółwia – uśmiecha się. Uważa, że choroba i niepełnosprawność to przeszkody, które trzeba ominąć.

– Każdy ma prawo, żyć pełnią życia i staram się to robić. Uwielbiam podróże autostopowe, chodzenie po górach. Staram się nie ograniczać. Zrobiłem w tym roku prawo jazdy – opowiada.

Kraków

Wciąż szuka swojego miejsca na ziemi. Przyszedł na świat w Gdańsku, ale niemal całe dzieciństwo mieszkał w Malborku. Po maturze przez rok studiował reżyserię w Łodzi, potem psychologię na Pomorzu. Na siedzibę fundacji „Poza Horyzonty” wybrał podkrakowską Lanckoronę – maleńką, przepięknie położoną miejscowość, miasteczko, którego symbolem są anioły. W Krakowie mieszka od paru miesięcy i podkreśla, że jest zachwycony.

– Ludzie są tu bardzo otwarci. Przez 3-4 miesiące poznałem tu więcej osób niż przez rok studiowania w Łodzi czy Trójmieście. Podoba mi się to, że tyle się tu chodzi. Mam swoje miejsca. Uwielbiam chodzić na giełdę staroci pod Halę Targową – opowiada Janek.

Przyszłość

Kolejny plan Janka – podróżnika to przemierzyć konno Mongolię. Na razie wprawia się w jeździe wierzchem.

– Kiedy przeprowadzałem się do Krakowa, miałem dwa postanowienia: że zapiszę się na warsztaty ceramiki i że nauczę się jeździć konno. Ceramiki zacząłem się uczyć, konno jeździłem zaledwie dwa razy. Spadłem kilka razy, ale zamierzam dalej się uczyć – śmieje się Janek. – Marzy mi się, by kiedyś założyć kino, takie z klimatem sprzed lat. Mam kilka starych projektorów. Pierwszy krok… Najmłodszy zdobywca dwóch biegunów podkreśla, że z jednej strony uwielbia ruch i swoje szalone życie, a z drugiej, kiedy wyobraża sobie przytulny dom, dzieciaki, które po nim biegają, chciałby, aby tak wyglądało jego życie za kilka lat. – Wierzę w to, że można w codzienności odnaleźć coś niesamowitego. – Z jednej strony każdy dzień jest kolejnym dniem, a z drugiej – kolejnym dniem podróży, choćby dorastania dzieciaków – uważa.

Dzielić się z innymi

Zdaniem Janka pomaganie innym to dobre inwestowanie swojej energii. – Satysfakcja z prowadzenia fundacji jest nieoceniona – pod- kreśla. Podsuwa dwa ulubione cytaty. – Norwid powiedział, kto ze źródła pije, musi uklęknąć i uchylić czoła. Myślę, że to genialny tekst na temat pokory. Drugi cytat, który jest dla mnie ważny, to słowa Jana Pawła II. O wartości człowieka, nie stanowi to, co mamy i kim jesteśmy, ale to czym jesteśmy w stanie dzielić się innymi. To staram się przekazywać swoją pracą. Dobro wraca do ciebie ze zdwojoną siłą. Robię to, co lubię i nie czuję poświęcenia, tylko przyjemność – mówi Janek Mela. Nie sposób mu nie wierzyć.

Joanna Jałowiec

 

Janek Mela

Za pierwsze zarobione pieniądze kupiłem… aparat fotograficzny.

W mojej pracy lubię… ludzi, których spotykam i z którymi pracuję.

W wolnym czasie… maluję, robię zdjęcia, oglądam filmy, podróżuję.

Gdybym mógł nauczyć się czegoś w jeden dzień, byłoby to… robienie witraży. Piękna, ale chyba trudna sztuka.

Lubię… marcepan. Mogę go jeść w każdej ilości.

Wyszukaj szkolenie

Wybrane szkolenia:

wszystkie szkolenia