TERESA LIPIŃSKI - Liczy się kreatywność

Angielka o słowiańskiej duszy i polskich korzeniach. Jej dziadek był Polakiem. Często powtarzał Teresie, że powinna zostać nauczycielką, argumentując, że to bardzo dobry zawód. Teresa odpowiadała z przekorą „nigdy w życiu”. Dziś jest cenioną i lubianą lektorką języka angielskiego w Szkole Języka Angielskiego Bell.

Świetnie radzi sobie z najmłodszymi i dorosłymi uczniami, a popularność przyniosła jej jedna z głównych ról w serialu edukacyjnym wyświetlanym w TVP „Lippy and Messy”. Serialu, który tak bardzo spodobał się publiczności i krytykom, że został laureatem głównej nagrody w kategorii multimedia w konkursie „Świat Przyjazny Dziecku”, organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.

KRAKÓW? TYLKO NA CHWILĘ

Teresa to drobna, sympatyczna brunetka o dźwięcznym głosie. Kiedy rozmawiamy, niemal cały czas żartuje, uśmiecha się. Zupełnie nie wpisuje się w stereotyp chłodnej, stonowanej Angielki. Kiedy skończyła studia muzyczne w Anglii, planowała przyjechać do Polski, by poznać rodzinę mieszkającą w Ostrowcu Świętokrzyskim.

– Niestety, mój dziadek umarł 9 miesięcy przed moim planowanym wyjazdem, wiec przyjechałam z babcią. Zobaczyłam się z rodziną, a potem w międzyczasie znalazłam pracę w Krakowie – opowiada Teresa Lipinski. Było to prawie 14 lat temu.

– Przyjechałam do Polski żeby poznać rodzinę i zostać na rok w kraju dziadka, a zostałam kilkanaście lat – śmieje się. Z wykształcenia nie jest nauczycielką, choć to jej podstawowe zajęcie. Skończyła studia muzyczne.

– To były studia ćwiczące wokal, teorię i grę na instrumentach. Coś pomiędzy muzykologią i konserwatorium. – tłumaczy Teresa. Zanim przyjechała do Polski, skończyła kurs CTEFLA, żeby mieć uprawnienia do nauki języka angielskiego w Polsce. Przed przyjazdem znała kilka polskich słów: dzień dobry, do widzenia, na zdrowie i sto lat. Ale okazało się, że język nie jest tak dużą barierą, jak mogłoby się wydawać.

ROZMOWY RYSOWANE

W pierwszym roku pobytu w Krakowie uczyła wszystkich – początkujących i zaawansowanych, dzieci, dorosłych i maluchy w przedszkolu „Rainbow”, z którym do dziś współpracuje. Było to możliwe dzięki kursowi (wspominany wyżej CTEFLA), który pozwala uczyć języka obcego (rodzimego), bez znajomości języka kraju, w którym się pracuje.

– Teraz, kiedy wspominam pierwsze lekcje, myślę sobie, że to dobrze, że na początku nie rozumiałam wszystkiego, co do mnie mówiono. Dzieciaki na pewno się ze mnie śmiały – żartuje Teresa. Jak porozumiewała się z swoimi uczniami?

– Trzeba było dużo gestykulować, rysować obrazki, sporo rzeczy pokazywać – wyjaśnia Teresa. I dodaje, że bardzo miło wspomina pierwszą grupę dorosłych, którą uczyła.

– Były to osoby początkujące. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia, zanim poleciałam do domu, poszliśmy do kawiarni Albo tak. Do tej pory pamiętam nazwę – śmieje się Teresa.

– Nie mam pojęcia, jak rozmawialiśmy, bo ja nie mówiłam nic po polsku, a oni tylko trochę po angielsku. Życzliwość, chęć porozumienia i ich otwartość sprawiły, ze mogliśmy się dogadać – dodaje już na poważnie. Dziś Kraków to jej dom.

– Nie zastanawiam się, czy lepiej mieszkałoby mi się w Wielkiej Brytanii. Każdy kraj ma swoje plusy i minusy, a przez to że mój dziadek był Polakiem, nigdy nie poczułam się w Polsce obco – tłumaczy Teresa Lipinski. Tęskni za rodziną, a kiedy wraca do Anglii, czuje ogromną sympatię do tego kraju. Odwiedza Wyspy średnio co trzy miesiące.

– Przez to że dzielą nas tysiące kilometrów, przebywanie z rodziną, trzema braćmi jest dla mnie bardzo ważne. Poza tym w Anglii mam bratanków, chcę żeby pamiętał ciocię – wyjaśnia. Jej rodzina mieszka niedaleko Bristolu, w niewielkiej, pięknej miejscowości położonej tuż nad brzegiem morza – Weston-super-Mare. Choć wychowała się w tak malowniczym miejscu, Kraków również zachwycił ją urodą.

– Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłam Rynek Główny i Sukiennice. Nie mogłam uwierzyć, że będę mieszkać w tak pięknym miejscu. To było dla mnie niesamowite przeżycie. Oprócz architektury, zawsze najważniejsi byli i będą dla mnie ludzie, których tu spotkałam. To oni zatrzymali mnie w Polsce – podkreśla Teresa. Dziś ma swoje ulubione knajpki i restauracje, zżyła się z artystycznym klimatem miasta. Latem uwielbia przesiadywać w ogrodach pubu Mleczarnia.

LEKCJA POKORY

Po skończeniu studiów w Anglii Teresa marzyła o podróżowaniu.

– Robiłam kurs nauczycielski w Londynie. Kiedy go skończyłam, dostałam książeczkę, opisującą miejsca na całym świecie, do których mogłam pojechać i pracować jako nauczycielka. Można było wybrać miasto na drugim końca świata. To dawało niesamowite poczucie wolności – opowiada. Na początku chciała polecieć do Brazylii. Jednak nauczyciel z kursu przekonywał ją do wyjazdu do Polski z uwagi na rodzinne korzenie.

– Niektórzy nauczyciele z kursem CTEFLA podróżują cały czas, co roku zmieniają miejsce pracy. Ja mocno przywiązuję się do ludzi, więc pewnie dlatego zostałam w Polsce tak długo – zaznacza Teresa, która dziś płynnie mówi po polsku. Na początku uczyła się polskiego na kursie. Obcokrajowców uczono tam podstawowych zwrotów.

– Później przez jakiś czas każdą wolną chwilę spędzałam w Bieszczadach. Dopiero tam miałam okazję osłuchać się z językiem. Z jednej strony byłam sfrustrowana, że nie mogę wyrazić tego co czuję, a z drugiej cały czas słyszałam ludzi mówiących o codziennych sprawach po polsku. To była – jak to się mówi – lekcja pokory. Słuchanie było dla mnie bardzo ważne. Na początku wszystkie „sz”, „cz”, „ż” były dla mnie szumem, nie wiedziałam, o co chodzi. Dziś słyszę, że sporo wyrazów w języku polskim i angielskim, szczególnie tych pochodzących z łaciny, jest do siebie podobnych – śmieje się Teresa Lipinski.

W NAUCE WAŻNA JEST ZABAWA

Teresa grała Lippy w popularnym serialu telewizyjnym dla dzieci w wieku przedszkolnym i młodszych „Lippy and Messy”. Seria powstała w ramach współpracy Redakcji Dziecięcej TVP ze Szkołą Języka Angielskiego Bell w Krakowie. Teresa pracuje w szkole od 11 lat, jest lektorem i dyrektorem ds. nauki dzieci i młodzieży. Potem na podstawie serialu powstały materiały edukacyjne, które zdobyły prestiżowy Europejski Znak Innowacyjności w Nauczaniu Języków Obcych European Language Label. Serial (powstało 150 odcinków) kręcono w weekendy w studiu TVP w Krakowie.

– Najfajniejsze było to, że pracowałam z przyjaciółmi, np. Messy grał Simon Messing, z którym pracuję i przyjaźnię się od lat. Pierwszy raz poczułam, że nasz program jest lubiany w czasie dni otwartych TVP w Warszawie. Przyszło mnóstwo rodziców z dziećmi. Byłam trochę w szoku, że tyle osób ogląda i lubi nasz program – wspomina Teresa. Zdradza, że w planach jest zrealizowanie spektaklu dla dzieci na podstawie serialowych postaci. Receptą Teresy na dotarcie do najmłodszych uczniów i efektywną naukę jest kreatywność. – Dzieci mają ogromną wyobraźnię. Kiedy mają okazję pokazać, co siedzi im w głowach, są szczęśliwe. Oczywiście, kiedy pracuje się w szkole, są podręczniki i zasób wiedzy, którą trzeba przekazać ale na szczęście wszędzie, gdzie pracowałam, miałam okazję wprowadzić do nauki element kreatywności – podkreśla moja rozmówczyni.

MUZYKA – MIŁOŚĆ ŻYCIA

O tym, że Teresa ma piękny, mocny głos, można przekonać się już w trakcie rozmowy. Sama podkreśla, że śpiewanie jest dla niej bardzo ważne. Kiedy skończyła studia muzyczne w Wielkiej Brytanii, sporo występowała z różnymi zespołami. Po przyjeździe do Krakowa nie znała żadnych muzyków.

– Kiedy pierwszy raz pojechałam odwiedzić rodzinę w Anglii, zobaczyłam program o śpiewaniu i zrobiło mi się bardzo przykro, że już nie śpiewam. Po powrocie do Polski od razu zaczęłam szukać muzyków. Najpierw występowałam w klubie jazzowym Kornet. Co tydzień śpiewałam „Summertime” – opowiada Teresa Lipinski. Raz w miesiącu muzycy z Piwnicy św. Norberta grali na mszy w kościele na ul. Wiślnej. Tam przypadkowo usłyszała ich Teresa. Od tego czasu śpiewa z nimi. Dziś zespół tworzy około 18 osób – muzyków, śpiewaków, poetów pracujących na co dzień w krakowskich teatrach i związanych z różnymi zespołami i scenami artystycznymi.

Teresa Lipinski: Śpiewam irlandzkie, szkockie, celtyckie, bałkańskie piosenki. Lubię też smutne ballady, ale często najsmutniejsze piosenki są najpiękniejsze. Gramy rytmy ludowe, klasyczne, medytacyjne. Dużo improwizujemy. Moja rozmówczyni podkreśla, że śpiewanie z zespołem Piwnicy, to jeden z powodów dla których została w Polsce.

– Trafiłam na unikalnych ludzi, którzy są mi teraz bardzo bliscy. To nie tylko grupa muzyków, ale również grupa przyjaciół – podkreśla Teresa. W Krakowie poznała też swoją miłość, który też jest muzykiem i pisze piękne piosenki.

Joanna Jałowiec

Wyszukaj szkolenie

Wybrane szkolenia:

wszystkie szkolenia