Stresujące rozmowy - psychologia

Trzęsące się ręce, pot na czole, suchość w ustach i drżący głos – i jak tu myśleć o odpowiedziach na pytania rekrutującego? Co gorsza, nawet jeśli udzielimy właściwych, nie oznacza to sukcesu – tylko 7% informacji przekazujemy słowami, 93% to tzw. forma przekazu, a trzęsące ręce, rozbiegany wzrok i pot na czole na pewno nie potwierdzają naszych kompetencji w oczach rekrutera.

Pojawienie się stresu w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej jest naturalne. Okazuje się jednak, że niekoniecznie musi powodować ograniczenie możliwości intelektualnych i złe samopoczucie, ale może też wpłynąć korzystnie i wyzwolić większą mobilizację. Są bowiem dwa rodzaje stresu: stres negatywny – dystres oraz pozytywny – eustres.

– Wszystko jest dla ludzi. Stres również. Bywa przecież pomocny, dzięki niemu stajemy się czujni i skoncentrowani. Jeśli jednak trwa długo lub jego poziom jest bardzo wysoki, to oczywiście pojawia się problem – wyjaśnia Małgorzata Szoka, z Media & Marketing Manager www.kariera.com. pl. Stres może mieć decydujący wpływ na rekrutację. Kandydaci, po których nie widać stresu, oczywiście mają przewagę. Dużo zależy od pracy, o którą się ubiegamy. Niekiedy umiejętność radzenia sobie ze stresem jest kluczową kompetencją pracownika. Dlatego też przy rekrutacji na niektóre stanowiska, rekruterzy celowo starają się wyprowadzić rozmówcę z równowagi i sprawdzić jego odporność na stres – zadają kilka razy te same pytania, nie słuchają odpowiedzi, zachowują się arogancko. Na wielu stanowiskach nie ma jednak takiej potrzeby.

– Nie każda rola zawodowa wymaga odporności psychicznej oraz wysokiego poziomu samokontroli – mówi Agnieszka Mazurek, psycholog, kierownik działu analiz rynku pracy Sedlak&Sedlak. Ważną rzeczą jest nie dopuścić do sytuacji, w której stres może nas zdyskwalifikować, czyli kiedy przez stres nie możemy odpowiedzieć na stawiane pytania. – Sposobów radzenia sobie z stresem jest wiele, a jednocześnie nie ma takiego, który byłby dobry dla wszystkich. Różnimy się pod względem sposobu, w jaki reagujemy na otaczające nas bodźce i każdy z nas inaczej radzi sobie z pobudzeniem. Rozmowa rekrutacyjna to nie czas na eksperymenty. Dlatego też radzę, aby zachowywać się naturalnie, korzystać ze sprawdzonych metod i podejść do rozmowy rekrutacyjnej z pewnym dystansem – radzi Agnieszka Mazurek.

Podobnie uważa Małgorzata Szoka:

– Nie bójmy się, że zaschnie nam w ustach – po prostu pijmy wodę. Pocimy się – po prostu wytrzyjmy czoło lub ręce. Trzęsą nam się ręce – niech się trzęsą. Powiedzmy na głos „Trochę się stresuję, nawet ręce mi się trzęsą”. Rekruter nie potrzebuje tej informacji, i tak je widzi. To raczej informacja dla nas – już i tak się zdradziliśmy, więc nie ma potrzeby się dalej stresować. Pomoże jeszcze głęboki oddech i uśmiech, a ręce się rozluźnią.

CHOINKA Z PALCÓW I NOS PINOKIA

Najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Tak, to prawda, według badań ludzie spotykający się po raz pierwszy w 90% przypadków już po kilku sekundach oceniają drugą osobę. Oczywiście robią to głównie na podstawie wrażeń wzrokowych. Inne badania mówią, że tylko 7% Informacji przekazujemy słowami, 38% brzmieniem głosu, a aż w 55% mową ciała.

– Mowa ciała to mowa emocji. Niestety rzadko zastanawiamy się nad swoim ciałem, w większości sytuacji po prostu go nie zauważamy, a odruchy ciała nie są przez nas kontrolowane – mówi Małgorzata Szoka. Nawet jeśli przefiltrujemy swoje emocje przez głowę i ubierzemy je w „poprawne” słowa to i tak ukażą się poprzez ciało – tłumaczy. Istnieją setki podręczników dotyczących mowy ciała i sztuki autoprezentacji, organizowane są też specjalne szkolenia, z których często korzystają np. politycy. Niektóre zasady znane są od wieków – jak ta z nosem Pinokia. Kiedy Pinokio kłamał, jego nos się wydłużał, my „tylko” dotykamy okolic nosa i ust. Z pewnością należy też unikać tzw. postawy zamkniętej – skrzyżowanych na piersiach rąk. Słynny gest „piramidki” bądź „choinki” z dłoni może oznaczać kompetencje lub wzbudzać zaufanie.

– Szczególnie istotna jest spójność przekazu – za treścią powinna iść forma, za tym co mówimy, winno podążać nasze ciało. W kontekście rozmowy rekrutacyjnej wartość komunikatów niewerbalnych rośnie, w momencie kiedy chcemy sprzedać naszemu rozmówcy zniekształconą rzeczywistość. Osobiście jestem przeciwnikiem trenowania zachowań niewerbalnych na potrzeby procesu rekrutacji. Skutki mogą być przeciwne od zamierzonych – mówi Agnieszka Mazurek.

– Istnieją ludzie szkoleni w tym, jak okłamywać wariografy, ale o ile nie zależy nam na pracy agenta FBI lub CBA, to raczej nie możemy zakładać pełnej kontroli własnego ciała. Zresztą, nie widzę takiej potrzeby – tłumaczy Małgorzata Szoka. Rekruterzy zgodnie podkreślają, że najważniejsza jest naturalność, warto też pamiętać o zachowaniu kontaktu wzrokowego, nie polecają jednak uczenia się gestów:

– Będą wyglądać na przyklejone. Moim zdaniem najważniejsze jest przygotowanie do rozmowy. Poprośmy przyjaciół, aby poudawali surowego rekrutera i przeprowadzili z nami rozmowę. Niech to będzie rozmowa z naszych koszmarów – trudne, nieuprzejme i krępujące pytania. Jeśli przejdziemy przez 100 pytań, zastanawiając się, jak najlepiej odpowiedzieć na każde z nich, już chyba nic nas nie zaskoczy podczas rozmowy kwalifikacyjnej. A na pewno zmniejszy poziom stresu. Przygotowanie jest kluczem do sukcesu – tłumaczy Szoka.

Tomasz Zdun

Wyszukaj szkolenie

Wybrane szkolenia:

wszystkie szkolenia